Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

The eight colours of the rainbow – Ólafur Arnalds (part I)

I would describe the Icelandic music scene as a rainbow, if you just put the black in the rainbow and it would be perfect the Icelandic music scene. Because it’s everything. I mean there’s a guy playing in a black metal band, playing keyboards for some electronic bands and everybody knows each other and the competition is healthy. There’s always bad-talk and all that stuff. The music is great, everybody puts everything into the music. There are very individual artistic needs in every band. It’s different, nobody is copying another Icelandic band. You just have to find your root and grow your flower – something like that (Krummi Björgvinsson)

Those words of Krummi, spoken in Iceland Airwaves – A Rockumentary, moved me some Saturday morning. They show in a wonderful way, how I perceive Icelandic music. There are not bands anymore. They are just people, who put all their hearts into what they do and by the way they are very flexible while they move between genres. Actually those people are literally sounds. Their various combinations make another melodies. That is why I decided to show you some of Icelandic music scene’s representants.

First of them is Ólafur Arnalds. He’s well known of his solo career. He mixes sounds of piano with strings’ music in touching way and sometimes adds soft pieces of electronic. For me he is a person, who changed a lot in my perception of music.

A story began in Mosfellsbærthe green town famous of a woolens industry, house of Nobel Prize winner Halldór Laxness or music studio Sundlaugin. Ólafur Þór Andrésson Arnalds was born there on November 3, 1986.

He is able to play not only one instrument. His adventure started from a piano. After one year of learning he changed his plans and got into drumming. Ólafur‘s teachers from state-owned music school wanted to send this 13-year-old musician to a private conservatory, but then Óli was fascinated with playing drums so he didn‘t take the opportunity.

When Ólafur was in his teens, there wasn‘t in Iceland anything like hardcore music scene. It barely started to roll. Why hardcore? What doest it exactly mean for the young composer? In the interview for Ox-Fanzine from 2010 he mentioned that hardcore is mostly a matter of emotions. He‘s a big fan of honestly saying own opinions and a fact, that someone agrees with them or not, doesn‘t actually play a huge rule. The most fascinating thing in hardcore for Óli is full dedication of people to what they do.

His first band was Mannamúll. It was formed in 1999, when Ólafur was only 15 and it was a first sign of a new genre, which rose then in Iceland. The group took part in Músíktilraunir – Battle of Bands competition for young talented musicians in 2000. That year, except for Ólafur’s band, also such artists like Dikta or Búdrýgindi (hailed as the brightest hope of that edition) competed for a prize. Mannamúll didn‘t win, but the boys performed at final gig on March 26 and was one of three bands, which played hardcore. Their music attitude was really punk – they didn‘t have any idea how to do it, but just enjoyed playing. Signs of their existence are still visible on rokk.is.

Following Músíktilraunir you can find another band in which Ólafur Arnalds played. In 2001 Fake Disorder appeared in the competition. This time Óli was a guitarist. Except for him the bandmembers were also: Páll Ingi Guðmundsson (vocalist), Þorgrímur Kolbeinsson (bass guitar), Egill Þórkelsson (drums) and Axel Þór Axelsson (guitar). Unfortunately they didn’t reach a lot but they took part in the competition also next year.

An appearance at Músíktilraunir in 2002 turned out to be the last one for Óli but also very busy and productive one. He perfomed not only with Fake Disorder, but also with another project – Reaper. You can easily guess that members of this band were also interested in hardcore. Four boys of the group made a good impression on listeners, especially a crazy drummer – our 16-year-old hero. He was chosen for the best drummer of Músíktilraunir 2002. How he played? You can hear on rokk.is (on your own responsibility).

Year 2002 brought a lot of consequences. Ólafur took active part in Fake Disorder and Reaper, but apparently he had enough energy to get into another music project. Very important one. Not only for Icelandic music scene, but also for his own music career. Now it’s time to say something about I Adapt. When in February 2002 a drummer of I Adapt couldn’t go to Húsavík with the band because of his duties in his other project, Óli was called for help. His friends from this hardcore band knew him from their gigs, where – according to their stories – he danced like a crazy. The first evening, when he played with I Adapt as an official band member, took place later that year on August 9. They were promoting then a newly released EP called Why Not Make Today Legendary.

Like Óli said in the interview with Sonic Iceland, he started playing music, which he composes now since time, when he was supporting with I Adapt a German metal band called Heaven Shall Burn. When he was chatting backstage with the guitar player Maik Weichert, Óli gave him his own demo (A Fateful Eve recorded in 2002 as Soulfire – the first solo project). A few months later Ólafur received an e-mail with a question if he will make an intro for Heaven Shall Burn’s album titled AntiGone. So he thought he can’t do the prog rock this time, like it was on the demo (really worth to listen to that – click!). He took out guitars and drums – it stayed only a piano and synths and I need to mention that all instruments were recorded by him without any help (maybe except of strings parts, which still have been performed by his talented friends). Then he wasn’t actually planning on doing this, but a little bit later Maik asked him if he wants to record a full album. Luckily Óli agreed. So without Weichert we couldn’t know today this neo-classical face of Arnalds because thanks to this collaboration 18-year-old Ólafur came back to studying theory of music and composing.

To be continued…

Osiem kolorów tęczy – Ólafur Arnalds (cz. I)

Mogę opisać islandzką scenę muzyczną jako tęczę – jeśli dołożysz czerń do tęczy, to będzie idealnie islandzka scena muzyczna. Bo tu jest wszystko. Jest gość, który gra w zespole metalowym, gra na klawiszach dla jakiegoś projektu elektronicznego, wszyscy się znają i rywalizacja jest zdrowa. Zawsze jest jakaś złośliwa gadka i te sprawy. Muzyka jest świetna, każdy się w nią angażuje. W każdej kapeli są bardzo indywidualne artystyczne potrzeby. Jest inaczej, nikt nie kopiuje drugiego zespołu islandzkiego. Po prostu musisz odnaleźć swoje korzenie i pielęgnować własne kwiatki – coś w ten deseń. (Krummi Björgvinsson)

Te słowa Krummiego, wypowiedziane w dokumencie Iceland Airwaves – A Rockumentary, poruszyły mnie któregoś sobotniego poranka. Są wspaniałym odzwierciedleniem tego, jak postrzegam muzykę islandzką. To już nie są zespoły. To są po prostu ludzie, którzy dają z siebie wszystko i są przy tym niesamowicie elastyczni, jeśli chodzi o gatunki muzyczne. Dźwięki to tak naprawdę oni. Ich przeróżne kombinacje tworzą kolejne melodie. Stąd też zrodził się pomysł na przedstawienie Wam sylwetek poszczególnych przedstawicieli islandzkiej sceny muzycznej.

Na pierwszy ogień poszedł Ólafur Arnalds. Powszechnie znany ze swych solowych dokonań, w których w sposób poruszający łączy brzmienie fortepianu z muzyką smyczków, okraszonych niekiedy dyskretnie elektroniką. Dla mnie osobiście jest to postać, która wiele zmieniła w moim postrzeganiu muzyki. I nie tylko.

Cała historia rozpoczyna się w Mosfellsbær – zielonym mieście znanym z fabryki wełny islandzkiej, domu noblisty Halldóra Laxnessa czy studia nagraniowego Sundlaugin. To tam 3 listopada 1986 roku przyszedł na świat Ólafur Þór Andrésson Arnalds.

Opanował grę na niejednym instrumencie. Zaczął od fortepianu. Po około roku nauki postanowił przerzucić się na perkusję. Kiedy miał 13 lat, nauczyciele z państwowej szkoły muzycznej chcieli wysłać go do prywatnego konserwatorium, ale Ólafur był już wtedy zafascynowany grą na perkusji i nie skorzystał z oferty.

Kiedy był nastolatkiem, na Islandii nie istniało jeszcze coś takiego jak scena hardcore. Cały ten cyrk dopiero się rozkręcał. Dlaczego akurat ten gatunek? Czym tak w ogóle jest dla Óliego hardcore? W wywiadzie z 2010 roku dla Ox-Fanzine przyznał, że jest dla niego przede wszystkim sprawą emocjonalną. Jest wielkim fanem otwartego wyrażania własnych opinii, a to czy się z nimi ktoś zgadza czy nie, nie gra już większej roli. W hardcorze pociąga go najbardziej fakt, że ludzie angażują się całkowicie w to, co robią.

Jego pierwszym zespołem był Mannamúll. Założony w 1999 roku, kiedy Ólafur miał zaledwie 15 lat, był pierwszym zwiastunem nowego gatunku, dopiero rodzącego się na Islandii. Zespół wziął udział w 2000 roku w konkursie Músíktilraunir – Bitwie Zespołów. Prócz kapeli Ólafura do rywalizacji przystąpiły wtedy także takie zespoły jak Dikta czy Búdrýgindi (obwołany już wtedy najjaśniejszą nadzieją). Mimo tego, że Mannamúll nie zdobył głównej nagrody, chłopcy zagrali podczas koncertu finałowego 26 marca 2000 roku, gdzie byli jednym z trzech zespołów wykonujących hardcore. Ich podejście do gry było bardzo punkowe – nie mieli pojęcia jak to robić, ale po prostu czerpali z tego przyjemność. Ślady działalności pozostały jeszcze na rokk.is.

Idąc tropem Músíktilraunir można natrafić na kolejny zespół, w którym grał Ólafur Arnalds. W 2001 roku w konkursie zaprezentowała się kapela Fake Disorder. Tym razem Óli pełnił rolę gitarzysty. Prócz niego w zespole grali także: Páll Ingi Guðmundsson (wokalista), Þorgrímur Kolbeinsson (gitara basowa), Egill Þorkelsson (perkusja) i Axel Þór Axelsson (gitara). Znaczących osiągnięć niestety nie mieli, acz pojawili się w konkursie także rok później.

Występ na Músíktilraunir w 2002 roku okazał się ostatnim, bardzo pracowitym, ale i owocnym. Ólafur Arnalds wystąpił nie tylko z Fake Disorder, ale także z kolejnym projektem – Reaper. Trudno zgadnąć, że członkowie tej kapeli także parali się hardcorem. Czwórka chłopaków zrobiła wtedy wrażenie na słuchaczach, zwłaszcza szalony perkusista – nasz 16-letni bohater. Został okrzyknięty najlepszym perkusistą konkursu. Jak wymiatał? Na własną odpowiedzialność przekonać się możecie na rokk.is.

Rok 2002 był brzemienny w skutki. Ólafur aktywnie udzielał się w Fake Disorder i Reaper, ale najwidoczniej miał jeszcze na tyle energii, by zaangażować się w kolejny projekt. Znaczący. Nie tylko na rodzimej scenie muzycznej, ale i w swojej własnej karierze muzycznej. Mowa o I Adapt. Kiedy w lutym 2002 roku okazało się, że ówczesny ich perkusista ze względu na drugi zespół nie jest w stanie pojechać z załogą do Húsavíku, Óli został poproszony o pomoc. Koledzy z I Adapt znali go ze swoich koncertów, gdzie – według nich – tańczył jak szaleniec. Pierwszy wieczór, kiedy oficjalnie zagrał z I Adapt jako członek zespołu, miał miejsce 9 sierpnia 2002 roku. Promowali wtedy świeżo wydaną EPkę Why Not Make Today Legendary.

Jak Óli przyznał w wywiadzie dla Sonic Iceland, muzykę, którą zajmuje się teraz, zaczął grać właściwie już od czasu supportowania przez I Adapt niemieckiej kapeli metalowej Heaven Shall Burn. Podczas rozmowy za kulisami dał wtedy gitarzyście Maikowi Weichertowi swoje demo (A Fateful Eve z 2002 roku, nagrane jako Soulfire – pierwszy solowy projekt). Kilka miesięcy później otrzymał maila z pytaniem czy zrobi intro do ich albumu AntiGone. Stwierdził więc, że nie powinien nagrać tego w stylu progresywno rockowym, jak brzmiało to na taśmie demo (naprawdę warto posłuchać – klik!). Wyrzucił partię gitary i bębny – został sam fortepian i syntezatory, a wspomnieć należy, że wszystkie instrumenty nagrywał samodzielnie, bez niczyjej pomocy (może za wyjątkiem partii smyczkowych, które do tej pory wykonują dla niego utalentowani przyjaciele). Wtedy jeszcze nie planował rozwoju w tym kierunku, ale niewiele później Maik zapytał go, czy chce nagrać cały album. Na szczęście Óli przystał na tę propozycję. Tak więc bez Weicherta moglibyśmy dziś nie znać klasycznego oblicza Arnaldsa, bo dzięki tej współpracy, mając 18 lat, Ólafur wrócił do pomysłu zgłębiania teorii muzyki klasycznej i kompozycji.

Cdn.

Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl